Warning: include(/home/miron/domains/kobud.net/public_html/class/cache/utf.php) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /home/miron/domains/kobud.net/public_html/index.php on line 11

Warning: include() [function.include]: Failed opening '/home/miron/domains/kobud.net/public_html/class/cache/utf.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php5.3/lib/php') in /home/miron/domains/kobud.net/public_html/index.php on line 11
 Aktualności KOBUD Wypożyczalnia sprzętu budowlanego, kompleksowa obsługa budownictwa, biuro projektowe Mirosław Kopiński Złotoryja

Wyprawa na koniec świata. KOBUD sponsorem

Złotoryjanie Kasia Matusz i Krzysztof Zabłotny cali i zdrowi wrócili z miesięcznej podróży po Nepalu i Indiach, choć mało nie zmiótł ich spadający głaz na himalajskiej przełęczy.

krobos20091022_01

Do tej przygody Kasia i Krzysiek przygotowywali się od roku. Pewnie nie doszłyby do skutku, gdyby nie sponsor ekspedycji - firma Kobud, która wsparła podróżników. Pod koniec sierpnia samolot wysadził złotoryjan na lotnisku w New Delhi, skąd mieli odlecieć do Katmandu. Pierwsze wrażenia: duchota, smród, brud i bieda. Wszędzie niewyobrażalna liczba ludzi - poupychanych jak sardynki w puszce. Dookoła lotniska worki z piaskiem, wojskowe posterunki, uzbrojeni po zęby żołnierze.

2minPotem w Katmandu wciąż ktoś ich łapał za rękę i ciągną do sklepu, zachęcając do zakupów. Dobrzy ludzie proponowali pomoc w załatwieniu hotelu, szerpów, trekkingu, przewoźników, biletów do Lukla u podnóży gór - wszystko za niebotyczną cenę. Taksówkarz, który wiózł złotoryjan z lotniska, żądał 5 dolarów - ostatecznie przystał na jednego dolara, więc warto być nieufnym i targować się. Kasię i Krzyśka zaskoczyła liczba turystycznych komisów. Wciąż można dostać w nich sprzęt z czasów, kiedy Jerzy Kukuczka zdobywał Mount Everest. Ekipom wracającym z Himalajów nie opłaca się taszczyć bagaży do domów, więc odstępują je tubylcom.


Do Lukli polecieli 12-osobowym samolotem za 100 dolarów. Położone 2800 m n.p.m. lotnisko leżało nad kilometrową 3minprzepaścią i po 200 kończyło się pionową skałą, ale doświadczony pilot bez trudu posadził maszynę na skrawku płaskiego terenu.

- Naszym pierwotnym celem była stolica szerpów Namche Baazar, centrum turystyczne Himalajów (3800 m n.p.m.) - opowiada Krzysiek.

Z ważącymi po 22-25 kilogramów plecakami dwa dni szliśmy przez krainę tysiąca wodospadów i dżunglę, w której z drzew spadały za ubrania pijawki. Mijaliśmy wsie, ryżowe poletka, mnóstwo jaków i naków (samice jaka).

6minPo małych zakupach w Namche Baazar ruszyli w kierunku Gokyo (4800 m n.p.m.). Szczyty sześciotysięczników skrywała mgła, z rzadka tylko odsłaniająca niebosiężne skały. Zaprzyjaźnili się z Hiszpanami, którzy szli przed nimi i rezerwowali im miejsca w schroniskach. Więc przez 2-3 dni, gdy Kasia z Krzyśkiem dochodzili na nocleg, razem z nowymi znajomymi, czekała na nich ciepła herbata. Gokyo okazało się jałowym kawałkiem ziemi porośniętej mchem mad błękitnym jeziorem. Tego samego dnia razem z 60-letnia kanadyjką i jej wnuczkiem zaatakowali sąsiedni pięciotysięcznik. Kobieta zrezygnowała, Krzysiek z Kasią weszli na sam szczyt. Nazajutrz czekało ich prawdziwe wyzwanie: marsz w poprzek szerokiego na 4 i długiego na 12 kilometrów lodowca, który - jak żywe stworzenie - poruszał się, kiedy po nim wędrowali. Potem mimo ostrzeżeń przed spadającymi kamieniami, postanowili przedrzeć się przez przełęcz Cho La (5330 m n.p.m.).

- W pewnym momencie huk - opowiada Kaśka. - Zadzieramy głowy, a z góry leci na nas olbrzymi głaz wielkości lodówki.
- Odbijał się od skał i wciąż zmieniał kierunek, więc nie wiedzieliśmy nawet, gdzie uciekać - mówi Krzysiek. - Odetchnęliśmy, kiedy uderzył w jeszcze większy kamień i znieruchomiał.

7minLodowiec po drugiej stronie przełęczy zaczynał się wielka szczeliną wypełniona wodą. Trzeba ją było obejść dookoła. Ze wspinaczki na Luboche zrezygnowali w połowie oblodzonej góry. Potem zaatakowali Island Pik. Choć do szczytu brakowało niewiele, wrócili by nie ryzykować. Zepsuła się pogoda, nadciągnęła mgła. Byli tylko we dwójkę - gdyby któremuś z nich coś się stało, drugie nie dało by rady mu pomóc.

W planach na przyszły rok Kasia i Krzysiek mają udział w wyprawie na Pik Lenina lub podróż śladami Wojciech Cejrowskiego po Ameryce Południowej. O ile uda im się znaleźć sponsorów.

źródło: POLSKA - Gazeta Wrocławska
Piotr Kanikowski

Kobud sprzęt budowlany
ul. Legnicka 17, Złotoryja
tel./fax.: 076 878 55 75

kom: 609 585 499
email: kobud@kobud.net

______________________

Polecamy:

bieg_wulkanow_2011_01

więcej...